Wzięłam Shastę na spacer w okolice lasu. Po kilkunastu minutach zauważyłam niedaleko jakąś postać. Prawdopodobnie owy ludź także nas zobaczył, gdyż zaczął dyskretnie oddalać się. Mojemu psu wyraźnie się to nie spodobało... Shasta momentalnie zerwał się na równe nogi i pognał w tamtą stronę.
- O, ch*lera! - mruknęłam wkurzona i pobiegłam za nim. Wcześniej nie dostrzegłam drugiego psa, co jeszcze bardziej mnie przestraszyło. Husky był coraz bliżej, a ja niewiele się do Niego przybliżyłam. Po chwili Shasta spotkał się z białym bulterrierem. O dziwo nic strasznego się nie wydarzyło. Zwierzaki obwąchały się jedynie, po czym właściciel bulterriera złapał psiaka na smycz. Akurat dobiegłam do nich i od razu podpięłam Shastę i skróciłam smycz.
- Przepraszam za Niego. - rzuciłam w stronę chłopaka. - Sashta zwykle potrafi się powstrzymać od zawierania przyjaźni.
- Spoko. Grunt, że nic się nikomu nie stało. - stwierdził. - Scott.
- Angelika, miło mi. Możesz mówić mi Angel, wszyscy mi tak mówią. - powiedziałam. - Tak w ogóle co tu robisz? Jeśli mogę wiedzieć... - spytałam starając się, by nie brzmiało to nachalnie.
(Scott?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz