Zdarłam z twarzy maseczkę i z westchnieniem ulgi wyszłam z umywalni.
Rozejrzałam się po zatłoczonym korytarzu, pełnym chorych ludzi w białych, szpitalnych szatach.
Oparłam się plecami o zimną ścianę i w geście rozpaczy potarłam skronie. Kiedy tak stałam, przypominając roztrzęsioną wiewiórkę, podszedł do mnie Dr. Smith.
- Dobrze ci poszło – powiedział tym swoim spokojnym, dziatkowym tonem i niemal z czułością poklepał mnie po ramieniu.
Skinęłam krótko i wskazałam na szklane drzwi, odgradzające mnie od upragnionego świeżego powietrza.
- Jasne, biegnij – zaśmiał się lekarz – zasłużyłaś na krótką przerwę.
Pocałowałam go w policzek na znak wdzięczności i popędziłam w stronę świata zewnętrznego, po drodze niemal zderzając się z grupą pielęgniarek.
Wypadłam z budynku i głęboko odetchnęłam, wypłukują z organizmu smród Sali operacyjnej.
Zaczęłam oddychać według 3 schematu, powoli oczyszczając swój umysł z wrażeń ostatniej godziny.
Kiedy znów mogłam jasno myśleć, powoli wróciłam do czekającego na mnie Dr. Smith’a.
- Zadziwiasz mnie… potrzebujesz zaledwie kilka minut żeby się pozbierać – zwrócił się do mnie z podziwem w głosie – mój poprzedni praktykant potrzebował 2 dni urlopu.
Uśmiechnęłam się słysząc słowa uznania, lecz od razu spoważniałam słysząc jego następne słowa.
- Wiesz… chłopaki stwierdzili że z okazji twojej pierwszej operacji powinniśmy się wybrać do klubu – kiedy to mówił zza rogu nieśmiało wyłoniły się 3 postacie – trzeba to przecież uczcić, nie uważasz?
- Właśnie! Zgódź się Nam Soo! No dalej, będzie fajnie! – wtrącił entuzjastycznie rudowłosy Bill, wyprzedzając pozostałą dwójkę.
Spojrzałam na niego groźnie, nie mogąc uwierzyć że proponują mi coś takiego.
- Nie przejmuj się nią Bill! Udaje wkurzoną, bo nie wie co odpowiedzieć – Adam zaśmiał się głośno, poklepując po plecach małego rudzielca.
- Ho ho, uważaj Ad, bo jeśli wzrok mógłby zabijać, to już byś leżał martwy – skomentował Dr. Smith, patrząc na moją minę.
Adam podniósł ręce w geście poddania, uśmiechając się przy tym szeroko.
Nasze przekomarzanki przerwał cichy głos z boku.
- To co Nam? Wybierzesz się z nami? – Christopher patrzył na mnie tymi swoimi smutnymi oczami, międląc w palcach brzeg kitla.
Westchnęłam głośno i szybko skinęłam głową.
W nagrodę otrzymałam jeden z nielicznych uśmiechów, mojego ponurego przyjaciela.
Reszta podeszłą do tego o wiele bardziej entuzjastycznie.
- Super! To co? O 21 w klubie? – Zawołał Bill, śmiesznie podskakując w miejscu.
Wszyscy się zgodziliśmy i powoli rozchodziliśmy się do swoich zajęć.
W końcu zostałam tylko ja i Christopher. Brunet popatrzył na mnie przelotnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Dzięki, Nam – wyszeptał, odwrócił się i odszedł.
*
- No dalej nie bądź taka sztywna! Napij się z nami! – bełkotał Bill, zamawiając sobie kolejne Martini.
Popatrzyłam na niego z niesmakiem, po raz setny zastanawiając się jak mogłam się na to zgodzić.
Dr. Smith zwinął się jakąś godzinę temu, tłumacząc się jakąś papierową robotą, Adam tańczył w najlepsze, starając się poderwać wszystko co miało dwie nogi, Bill pochłaniał kieliszek po kieliszku, a Christopher… właśnie gdzie on się podział?
Rozejrzałam się po ciemnej Sali i po chwili namierzyłam go w rogu, wciśniętego między ścianę, a skórzaną sofę. Głowa zwieszała mu się smętnie, ale nawet z tej odległości mogłam stwierdzić że oddycha normalnie. Prawdopodobnie przesadził z wódką i po prostu padł zamroczony alkoholem.
Wzruszyłam ramionami, stwierdzając że jest dorosły i sobie poradzi. Dopiłam swój sok i rzuciłam kilka monet na ladę.
Wstałam i pośpiesznie wyszłam z zatłoczonego baru. Z przyjemnością zaciągnęłam się świeżym powietrzem i ruszyłam przed siebie.
Jako że do domu nie miałam daleko, stwierdziłam że się przebiegnę. Zdjęłam szpilki, podciągnęłam kieckę i wystartowałam przed siebie.
Po kilku minutach szaleńczego biegu zwolniłam, wyrównując krok i starając się złapać oddech.
Nagle zza rogu usłyszałam ciche wołanie. Powoli ruszyłam w tamtą stronę, nasłuchując czy dźwięk się powtórzy.
- Pomocy! On mi ukradł torebkę! Złodziej! – tym razem byłam pewna, że ktoś wzywa pomocy.
Przyspieszyłam i wypadłam zza rogu, idealnie żeby zobaczyć znikającą w bocznej uliczce postać. Przyspieszyłam, w biegu mijając skuloną postać i pognałam za mężczyzną.
Szybko zmniejszyłam dystans i, w odpowiednim momencie, rzuciłam się na uciekającego człowieka. Ścięłam go z nóg i oboje poturlaliśmy się po ziemi. Wstałam szybko i nie czekając na ruch przeciwnika, kopnęłam go mocno w skroń.
Gołą stopą nie było to tak widowiskowe jak butem, ale wystarczyło aby go zamroczyć. Wyrwałam mu z ręki niewielką torebkę i wróciłam do siedzącej dziewczyny.
Pomachałam jej przed twarzą torebką i postukałam się ze zniecierpliwieniem w udo.
Kobieta podniosła głowę i spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Pociągnęła nosem i powoli wstała z betonu.
Oddałam jej zgubę i ukłoniłam się szyderczo.
- Dz… Dziękuję – wyszeptała, ocierając tusz z policzków ręką – Jak mogę ci się odwdzięczyć?
Popatrzyłam na nią z politowaniem i pokręciłam stanowczo głową. Nie potrzebowałam dłużnika. Odwróciłam się i już miałam odejść, ale zatrzymał mnie krótki okrzyk.
- Poczekaj! Nie odchodź… Nie zostawiaj mnie tu! – zapłakała dziewczyna i podbiegła do mnie na swoich niebotycznie wysokich szpilkach.
Westchnęłam głośno i zatrzymałam się tak jak mnie prosiła.
- Mogłabyś mnie odprowadzić do domu? To niedaleko… - łkała, trzymając mnie za rękę – Proszę.
Przewróciłam oczami i na znak zgody dałam jej chusteczkę do otarcia oczu.
- Oh, dziękuję, dziękuję! – wykrzyknęła, odbierając ode mnie podarek – to naprawdę niedaleko.
Po kilku minutach marszu, jej zły humor prysł, a ona nuciła jakąś piosenkę.
- Poczekaj! Nawet ci się nie przedstawiłam! Jestem…
(Ktoś?)
wtorek, 1 września 2015
Od Nam
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz