Niecierpliwie czekałam na jakieś wieści od mego brata. William miał zadzwonić już jakiś czas temu.
- Obiecałeś mi... Obiecałeś! - głośno myślałam, siedząc w swoim pokoju hotelowym. - Nie ośmieliłbyś się nie dotrzymavć danego mi słowa. Wiem to tak samo dobrze, jak Ty...
Ostatnio gliny postanowiły lepiej przyjrzeć się całemu naszemu towarzystwu. Przez to musieliśmy się rozdzielić i cierpliwie czekać aż sprawa przycichnie. Will przyrzekał mi, że do mnie wkrótce dojedzie, ale nie ma Go do tej pory. Zaczynam się o Niego martwić.. Jeszcze nigdy nie odzywał się od tak dawna! Czyżby było aż tak niebezpiecznie? Potrząsnęłam głową, chcąc pozbyć się przykrych myśli. Spojrzałam smutno na Shastę, a On pytająco na mnie. Pogłaskałam psa po łebku. Od kiedy rozstał się ze swym psim przyjacielem, należącym do Willa, zrobił się taki... klapnięty... Wstałam z krzesła i chwyciłam psią smycz, którą następnie przypięłam do obroży. Wyszłam z hotelu i skierowałam się do znajomych, aby zostawić im na jakiś czas Shastę. Jako, że sami mieli psa, bez problemu zgodzili się. Przy okazji wzięłam od nich swój samochód, który trzymałam w garażu znajomych. Posiedziałam z nimi, a pod wieczór pojechałam do klubu w poszukiwaniu jakiegoś amatora wśród ścigantów. Jest to bowiem łatwy i szybki sposób na niezły zarobek. Przy okazji raz po raz przejmowałam stołek DJ'a i miałam możliwość zapodać jakiś bit. W końcu zmęczona siadłam przy barku i zamówiłam napój. Zauważyłam, że obok ktoś siedzi.
- Jak impreza? - spytałam przyjmując drinka od barmana.
(Ktoś, coś? Mam pokojowe zamiary default smiley ;))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz